środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 7


- Ooo witajcie gołąbeczki! – powiedział Faust z uśmiecham na twarzy
- Czego tu chcesz?! – powiedział Ethan
- Oj ty dobrze wiesz czego ja chce.
- Nawet o tym nie myśl! – krzyknął z gniewem w głosie Ethan
- Ethan nie bądź taki! – uśmiechnął się Faust i w wampirzym tempie podbiegł do mnie. Ethan odepchnął mnie z całej siły w bok. Uderzyłam głową o drzewo. Zauważyłam tylko, jak Ethan przeobraża się w wilka i zaczyna walczyć z Faustem. A potem zapadłam w nicość….
Obudziłam się w nieznanym mi miejscu.
-Cześć. Jak się czujesz? – powiedział Ethan
- Gdzie ja jestem?
- U mnie w domu. Spokojnie. Głowa przestała boleć?
- Tak nic nie czuje. – powiedziałam i zaczęłam wstawać z łóżka, gdy zakręciło mi się w głowie. Ethan podbiegł do mnie, złapał mnie i położył z powrotem na łóżko.
- Chyba jednak jeszcze boli. Moja mama robiła Ci opatrunki.
- Dziękuje. – powiedziałam gdy podawał mi herbatę do rąk. Usiadł koło mnie na łóżku. – Twoja mama wie, że jesteś..
- Wilkiem? Tak wie.
- A co z Faustem?
- Musiałem się go pozbyć… zagrażał twojemu bezpieczeństwu..
- A Ty niby nie zagrażasz?!
- Spokojnie Domi. Ja nie zabijam ludzi jak wampiry.  Ja zabijam tych którzy zabijają ludzi…
- Czyli wampiry..
- Dokładnie.
- Ethan śniadanie! – krzyknęła mama Ethana.
- Już idę.- gdy to powiedział  zaczęłam ponownie próbować wstać z łóżka.- O nie, nie, nie. Ty tutaj leżysz - powiedział. - Zaraz przyniosę Ci śniadanie.
- Ale nie trzeba. Ja i tak muszę już iść do domu. Rodzice się pewnie niepokoją.
- Domi twoi rodzice są przecież  u twojej cioci z Karoliną. Zapomniałaś?
- Aha. Rzeczywiście! Zapomniałam…
- Leż spokojnie, zaraz przyjdę ze śniadaniem. – powiedział i wyszedł z pokoju z uśmiechem na twarzy.
                                                                        ***
- Proszę- powiedział podając mi śniadanie.
- Dziękuję. – powiedziałam i uśmiechnęłam się. – właściwie w kogo pokoju jestem?
- W moim - powiedział Ethan
- Przytulny.
- Podoba Ci się?
- Bardzo – uśmiechnęłam się – Pięknie wyglądasz w postaci wilka. – co ja wygaduje?! Chyba musiałam mocno uderzyć się w głowę.
- Tobie jako jedynej się podobam.
- Naprawdę?
- Tak. Wszyscy mówią, że to obrzydliwe.
- Ja sądzę inaczej.- uśmiechnęłam się. W postaci wilka ma futro koloru jego pięknych ciemno brązowych włosów i wielkie okrągłe niebieskie oczy koloru morskiej wody. – Dlatego miałeś tyle siły, żeby unieść tego typa co chciał mnie..
- Tak. Wilki są bardzo silne. A ta siła nie traci się z przemienianiem się. Mam ją cały czas.
- Rozumiem. – powiedziałam i odłożyłam pustą tace. – Wiesz co chciałabym wrócić już do domu.
- Dobrze odprowadzę Cię.
Zeszliśmy na dół gdy zauważyłam mamę Ethana.
- Bardzo Pani dziękuje za śniadanie. Było pyszne.
- Oj nie ma za co Domi. Przychodź częściej do nas – uśmiechnęła się.
- Postaram się. – również się uśmiechnęłam. – Dowidzenia.
- Do zobaczenia Domi. – odpowiedziała
Wyszliśmy z jego domu i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Miło nam się gawędziło podczas spaceru. Praktycznie przed moim domem poczułam okropny ból w ramieniu. Zaczęłam krzyczeć i zwijać się z bólu.
- Domi co Ci jest?!!! Co się stało!? – krzyczał Ethan
- Jjj…aaa nie wiem – spojrzałam na swoje ramie i zobaczyłam krew spływającą po ręce. Zemdlałam….
                                                                               ***
Obudziłam się u siebie w pokoju z zabandażowaną ręką. Pewnie Ethan – pomyślałam. Chciałam się dowiedzieć co mi się stało, bo kompletnie nic nie pamiętałam i podziękować mu za opatrunek na ręce. Postanowiłam więc pójść do niego. Szybko się ubrałam, zrobiłam bardzo delikatny Make-up, zbiegłam na dół po schodach, chwyciłam szybko jakiś owoc i wybiegłam z domu. Po 10 minutach byłam przed domem Ethana. Wow jeszcze nigdy nie przyszłam tutaj tak szybko.
Zapukałam do drzwi ale nikt nie otwierał więc postanowiłam wejść do środka.
- Dzień dobry? – powiedziałam niepewnie – Jest tu ktoś? – Nikt się nie odzywał więc weszłam po schodach na górę, może Ethan jeszcze śpi. Wchodząc po schodach usłyszałam głos jakiejś dziewczyny. Drzwi do pokoju Ethana były uchylone. Spojrzałam przez szparę i zobaczyłam to samo co na imprezie. Ethan całował się z Nicole. Z szoku zaczęłam cofać się do tyłu ale zapomniałam, że tam jest ściana. Uderzyłam w nią i zjechałam na ziemie. Podkuliłam kolana i schowałam twarz w dłoniach.
- A co z Domi? – zapytała Nicole
- Domi?  To tylko zabawka, nie masz się czego obawiać.- zaśmiał się.
- Skoro tak..
Rozpłakałam się na dobre. Jak mogłam być taka głupia żeby myśleć, że on coś do mnie czuje. Nie interesowało mnie czy mnie usłyszą czy nie. Zbiegłam na dół po schodach, trzasnęłam drzwiami jak najmocniej umiałam i zaczęłam biec. Wybiegłam na ulice i nie zauważyłam nadjeżdżającego samochodu…


_______________________________________________________
Długo nie dodawałam NN bo byłam na wakacjach. Rozdział taki sobie...
Komentujcie ;***